Dorota Wellman rzadko dzieli się aż tak osobistymi wspomnieniami. Tym razem jednak zrobiła wyjątek i opowiedziała i Marzeny Rogalskiej o tym, jak ważne w jej domu zawsze było mówienie o uczuciach. Prezenterka wróciła też do jednego z najtrudniejszych momentów w swoim życiu m.in. pożegnania z mamą.
„Kocham cię” było u nas czymś naturalnym
W rozmowie z Marzeną Rogalską Dorota Wellman przyznała, że otwarte mówienie o miłości i bliskości wyniosła z rodzinnego domu. Jak podkreśliła, to właśnie mama nauczyła ją, że uczuć nie należy chować ani odkładać na później, tylko trzeba je okazywać wtedy, kiedy są prawdziwe i ważne.
Prezenterka zdradziła, że do dziś ta zasada jest obecna w jej codziennym życiu. W jej rodzinie mówienie sobie o miłości jest czymś zwyczajnym, a nie odświętnym czy krępującym.
Bardzo często na dobranoc od dorosłego syna dostaję: „kocham cię, mamo”.
Jak dodała, sama zawsze miała potrzebę, by mówić bliskim o tym, co czuje.
Ja mam tę potrzebę mówienia i zawsze mówiłam temu, kogo kocham, że go kocham.
Poruszające wspomnienie o mamie
Najbardziej przejmujący fragment rozmowy dotyczył jednak ostatnich chwil z mamą. Dorota Wellman wróciła do momentu jej odchodzenia i przyznała, że do samego końca mówiła jej o swojej miłości, choć nie ma pewności, czy te słowa zostały jeszcze usłyszane.
Nie wiem, czy słyszała, kiedy umierała, a ja ją trzymałam za rękę, że ja jej to cały czas powtarzałam na tę ostatnią drogę
To wyznanie pokazuje, że dla prezenterki okazywanie uczuć nigdy nie było pustym gestem, ale czymś naprawdę głębokim i potrzebnym. Nawet w najtrudniejszej chwili chciała, by mama wiedziała, że nie jest sama.
Nie mam pojęcia, czy słyszała. Nie wiem, ale ja chcę wierzyć w to.


