W lutym 2026 roku polski internet zalała „afera kiełbasiana” – starcie popularnego youtubera Książulo z marką Wędliny z Jedliny, promowaną przez nastoletnią TikTokerkę Weronikę Boroń. Sprawa wzbudziła ogromne emocje, oskarżenia o oszustwo marketingowe i zainteresowanie UOKiK. Kilka miesięcy później wiemy już, co urząd ostatecznie zrobił w tej sprawie. Książulo (Szymon Nyczke), znany z testów jedzenia, zamówił box wędlin z Jedliny i ocenił je nisko – średnio 4/10. Krytykował smak, doprawienie i ogólną jakość, nazywając produkty „zwykłymi”. Recenzja nie byłaby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie wizerunek marki zbudowany w mediach społecznościowych.
Weronika Boroń przedstawiała firmę jako rodzinną manufakturę – babcia, tata i ona sama produkują wędliny według tradycyjnych receptur. Po negatywnej opinii youtubera oskarżyła go o bycie „opłaconym przez konkurencję”. Później wycofała się z zarzutów, tłumacząc, że „jest młoda i ją poniosło”, oraz obiecała poprawę jakości.
Okazało się, że Wędliny z Jedliny to nie mała, rzemieślnicza firma, a marka powiązana z większymi zakładami mięsnymi. Ojciec influencerki zarządza fabryką i siecią sklepów. Wielu fanów poczuło się oszukanych – wizerunek „dziewczyny w czepku z rodzinnej wędzarni” nie zgadzał się z rzeczywistością.
Reakcja UOKiK – dużo szumu, mało działania. Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynęły sygnały od konsumentów. Dotyczyły one:
- Wprowadzania w błąd co do składu produktów.
- Wprowadzania w błąd co do tożsamości producenta (prezentowanie firmy jako małej manufaktury, podczas gdy jest to większy podmiot).
W mediach pojawiły się doniesienia, że UOKiK „bada sprawę” i może nałożyć kary. Jednak według najnowszych informacji Telepolis.pl urząd nie prowadzi żadnego postępowania przeciwko spółce i raczej go nie wszcznie.
Powód? Liczba zgłoszeń jest znikoma – „można je policzyć na palcach jednej ręki”. UOKiK ma znacznie poważniejsze sprawy na głowie niż internetowa afera wokół kiełbasy. Afera powoli odchodzi w niepamięć, typowo dla viralowych dramatów w polskim internecie. Marka nadal działa, a Weronika Boroń prawdopodobnie kontynuuje działalność w mediach społecznościowych. Konsumenci, którzy czują się oszukani, mogą zgłaszać uwagi bezpośrednio do firmy lub wybierać inne produkty – ale masowych konsekwencji prawnych nie będzie.
Internetowa burza pokazała, jak szybko może urosnąć drama wokół influencera i marki, ale też jak szybko gaśnie, gdy brak masowych zgłoszeń konsumenckich. UOKiK tym razem nie huknął pięścią w stół – bo po prostu nie miał ku temu wystarczających podstaw.
na podstawie telepolis.pl

