Konflikt o majątek Kory Jackowskiej. Syn i partner w sądzie

Siedem lat po śmierci Kory Jackowskiej wciąż nie udało się rozwiązać sporu o jej majątek. Brak testamentu doprowadził do konfliktu między ostatnim partnerem artystki Kamilem Sipowiczem a jej synem Mateuszem Jackowskim. Sprawa regularnie trafia do sądu, a emocje po obu stronach nie słabną.

Spór bez końca

Śmierć Kory Jackowskiej była ogromnym ciosem nie tylko dla fanów, ale przede wszystkim dla jej najbliższych. Artystka przez lata budowała swoją legendę na polskiej scenie muzycznej, pozostawiając po sobie nie tylko dorobek artystyczny, ale również sprawy majątkowe, które nie zostały formalnie uporządkowane.


Brak testamentu szybko doprowadził do poważnych komplikacji. Zamiast spokojnego zamknięcia spraw po zmarłej wokalistce, pojawił się wieloletni konflikt pomiędzy jej ostatnim partnerem Kamilem Sipowiczem a synem Mateuszem Jackowskim.

Spór o podział majątku trwa do dziś i, jak wszystko wskazuje, wciąż daleko mu do finału.


Kamil Sipowicz w jednej z ostatnich wypowiedzi przyznał, że sytuacja odbija się na jego codziennym życiu. W rozmowie z RMF FM nie ukrywał frustracji, podkreślając, że regularnie musi pojawiać się w sądzie, a sprawy związane ze spadkiem wciąż pozostają nierozwiązane.

Jak zaznaczył, brak porozumienia sprawia, że nie może zaznać spokoju i definitywnie zamknąć tego trudnego rozdziału.

Syn odpowiada na zarzuty

Na słowa Sipowicza zdecydowanie zareagował Mateusz Jackowski. Syn artystki postanowił przedstawić swoją wersję wydarzeń i wyjaśnić, dlaczego sprawa trafiła na drogę sądową. W rozmowie z „Faktem” podkreślił, że wielokrotnie podejmował próby polubownego rozwiązania konfliktu.


Jak twierdzi, każda propozycja ugody była jednak odrzucana przez drugą stronę. W jego ocenie to właśnie brak woli porozumienia doprowadził do eskalacji sporu i konieczności rozstrzygania spraw w sądzie.

Mateusz Jackowski nie ukrywa przy tym emocji, zaznacza, że cała sytuacja jest dla niego wyjątkowo bolesna, ponieważ dotyczy jego matki.


Podkreślił również, że przez lata traktował Kamila Sipowicza jak członka rodziny, co dodatkowo pogłębia rozczarowanie obecną sytuacją. Mimo to nie zamierza się wycofać i jasno daje do zrozumienia, że będzie walczył o swoje racje.

Jak zaznaczył, gdyby pojawiła się realna chęć porozumienia, sprawa mogłaby zakończyć się bardzo szybko, a nawet w ciągu kilku dni.