Mariusz Pudzianowski – drugi w kulach, pierwszy do atakowania KSW. Kto ma rację w tym sporze?
Mariusz Pudzianowski – od legendy do freak fightera
Mariusz Pudzianowski to zasłużony sportowiec. Najpierw zbudował swoje nazwisko jako strongman, później zanotował transfer do KSW. To przysłużyło się obu stronom – „Pudzian” przyciągał publiczność, stanowiąc fundament udanej sprzedaży, natomiast KSW zapewniało mu platformę do realizowania się jako zawodnik w najlepszej wówczas polskiej federacji. Czasami były to starcia czysto „freakowe”, czasami sportowe.
Dla obiektywizmu warto napisać jeszcze jedno – Mariusz Pudzianowski poradziłby sobie w życiu bez KSW, natomiast KSW bez niego nie byłoby w tym miejscu, w którym jest dzisiaj. To wszystko jest jasne.
Problem w tym, że ostatnie lata „Pudziana” to długi ciąg dewaluowania własnego nazwiska. Przypomnijmy: gala XTB KSW 100 była reklamowana w zasadzie jedynie jego twarzą, lecz wycofał się z udziału na ostatnim zakręcie przed wydarzeniem, argumentując, że nie zdążył się przygotować (?). Później w przestrzeni medialnej atakował tych kibiców, którzy wyrażali niezadowolenie z powodu jego absencji. Jak oni mogli?
To nie koniec. Przypominamy następującą wypowiedź:
– Przychodzą do mnie federacje freak fightowe. Proponują mi dużo większe pieniądze niż w KSW. Tak, proponują mi. Już jedna była federacja, druga. Nie, dziękuję. Małą łyżką, najem się. Chochlą bym się udławił – mówił Mariusz Pudzianowski.
Jakiś czas później widziany był na sesji zdjęciowej Fame MMA. Od występu dla tej organizacji powstrzymały go wtenczas jedynie zatrzymania włodarzy przez policję.
Nie wspominając nawet o tym nieszczęsnym pojedynku z Eddiem Hallem, kiedy Mariusz Pudzianowski nie postawił żadnego oporu, finalnie „odklepując ciosy”.
Mariusz Pudzianowski zaatakował KSW
Teraz Mariusz Pudzianowski wpadł na nowy pomysł. Zadecydował, że będzie wywlekał na forum publicznym prywatne sprawy z KSW, rzucając mnóstwo pomówień i nie przedstawiając żadnych dowodów. Post byłego strongmana, choć trudno go zrozumieć, jest dostępny do przeczytania poniżej:
Pudzian ponownie uderza w KSW, krytykuje freakowe starcie i zapowiada, że niebawem usłyszymy więcej. Cały post oczywiście w stylu Mariusza, czyli artykuł z jakiegoś portalu i jego komentarz. pic.twitter.com/Iw95MRKbZT
— Filip_Błachut (@Filip_Blachut) December 3, 2025
Mariusz Pudzianowski rzekomo nie chciał ostatniego starcia. Tutaj trzeba się zgodzić – było zauważalne, że jakakolwiek realna walka nie jest mu na rękę. Kiedy było w zasadzie inaczej? Tutaj trzeba cofnąć się do 2022 roku, kiedy to zwyciężył z Michałem Materlą. Od tamtej pory wszystko w plecy, wszystko w beznadziejnym stylu.
„Fejkiem” można nazwać deklaracje Pudzianowskiego o tym, że jest w stanie najeść się małą łyżką. Brak wynagrodzenia? A gdzie dowody? Może „Pudzian” nie otrzymał wypłaty, ponieważ w kontrakcie miał zapisane, że powinien podjąć jakąkolwiek walkę? Tonący chwyta się brzytwy? Tak można podsumować jego transfer do Fame MMA.
Nie można odebrać mu osiągnięć, ale prawdziwe legendy nie muszą o sobie mówić, że są legendami. Bardzo słaba wypowiedź niegdysiejszej dumy naszego kraju.

