Sprawa byłej pracownicy wrocławskiego magistratu ponownie wywołuje szerokie komentarze w internecie. Choć w mediach społecznościowych nietrudno dziś natrafić na twórczynie publikujące materiały stylizowane na pracownice urzędów czy instytucji publicznych, w tym przypadku chodziło o osobę faktycznie zatrudnioną w administracji.
Kobieta, pracując w Urzędzie Miejskim we Wrocławiu, miała w godzinach pracy nagrywać filmy oraz wykonywać zdjęcia, które później oferowała na płatnej platformie. Według relacji to właśnie charakterystyczne wnętrze biura zwróciło uwagę internautów, którzy zaczęli łączyć nagrania z konkretnym miejscem zatrudnienia.
Spekulacje szybko przerodziły się w potwierdzone informacje, tym bardziej że urzędniczka nie ukrywała w publikowanych materiałach swojej tożsamości. Reakcja magistratu była natychmiastowa — po medialnych doniesieniach kobieta miała złożyć wypowiedzenie już następnego dnia.

Choć od ujawnienia sprawy minęło trochę czasu, temat ponownie nabrał rozpędu. Od ponad tygodnia w sieci obserwowany jest wzmożony obieg materiałów z udziałem byłej urzędniczki. Nagrania pojawiają się na różnych platformach społecznościowych, a także na Discordzie i zamkniętych forach skupionych wokół twórczyń z płatnych serwisów.
Według internetowych komentarzy ktoś mógł uzyskać dostęp do jej profilu i rozpocząć masowe rozpowszechnianie materiałów, co tylko spotęgowało zainteresowanie sprawą. W efekcie historia, która początkowo dotyczyła kontrowersyjnego dorabiania poza etatem, przerodziła się również w dyskusję o prywatności, bezpieczeństwie treści publikowanych w sieci i granicach ich dalszego obiegu.

