W świecie polskich influencerów granice prywatności od dawna są mocno rozmyte, ale para Andziaks i Luka regularnie podnosi poprzeczkę. Tym razem do sieci trafiło nagranie, na którym przyjaciel Luki – Adrian Charewicz (znany jako Misszka) – próbuje lodów przygotowanych z mleka Angeliki Trochonowicz. Reakcja internautów? Głównie niedowierzanie i określenia w stylu „przerażające” oraz „chore”.
O co dokładnie chodzi?
29-letnia Andziaks (Angelika Trochonowicz) to jedna z najbardziej otwartych influencerek w Polsce. Na YouTube dzieli się dosłownie wszystkim – od codziennego życia, przez ciąże, aż po filmy z porodów, które biją rekordy oglądalności (jeden z nich obejrzało ponad 1,8 mln osób). W styczniu 2026 roku para powitała na świecie drugiego dziecko – synka Franco. Mama nadal karmi piersią, a mleko najwyraźniej stało się też materiałem na content.
W niedzielę na profilu fotografa Krzysztofa Adamka pojawiło się wideo z tarasu willi Trochonowiczów. Misszka, wieloletni przyjaciel Luki, siedzi i testuje lodowy przysmak zrobiony z mleka Andziaks. Rozmowa jest typowo „luzacka”:
- „Dawaj, ale smak jaki jest?” – pyta nagrywający.
- „Ty mi to dałaś?” – dziwi się Misszka.
- Andziaks ripostuje ze śmiechem, że przyjaciel regularnie prosi o „torebkę mleka do domu”.
Po spróbowaniu padła ocena: „Smaczne”. Całość wygląda na żart w gronie znajomych, ale wrzucona do sieci wywołała lawinę komentarzy.
Dlaczego to kontrowersyjne?
Dla wielu fanów to kolejny dowód na to, że para nie uznaje pojęcia „zbyt prywatne”. Andziaks i Luka od lat budują markę na całkowitej otwartości – porody, karmienie, relacje partnerskie, wszystko na żywo. Krytycy piszą wprost:
„To jest przerażające, co oni dla rozgłosu zrobią.”
„Chore.”
To nie pierwszy taki przypadek w polskim internecie. Kilka miesięcy wcześniej Ola z Psycho Couple chwaliła się, że serwuje partnerowi mleko ze swojej piersi, twierdząc, że jest „lepsze niż krowie”. Trend testowania i pokazywania kobiecego mleka w celach contentowych najwyraźniej zyskuje na popularności.
Biznes czy przekroczenie granic?
Z jednej strony – wolność twórcza i prawo do decydowania o własnym ciele. Andziaks od lat podkreśla, że pokazuje prawdziwe życie, bez filtrów. Dzięki temu ma ogromną, lojalną widownię. Z drugiej – wielu komentatorów pyta, czy dziecko nie zasługuje na choć odrobinę prywatności i czy wszystko musi stać się materiałem na TikToka i Instagrama.
Para konsekwentnie ignoruje krytykę i kontynuuje swoją narrację „jesteśmy autentyczni”. Czy to genialna strategia budowania marki, czy po prostu przesada dla lajków? Czas pokaże, ale jedno jest pewne: o Andziaks i Lukę jeszcze długo będzie głośno.
A Wy co o tym sądzicie? Czy to tylko nieszkodliwy żart w gronie znajomych, czy jednak przekroczenie granicy dobrego smaku?

