Blanka Lipińska przez lata broniła swojej najgłośniejszej powieści „365 dni”, która przyniosła jej ogromną popularność i finansowy sukces. Dziś jednak autorka patrzy na swój debiut z zupełnie innej perspektywy. W najnowszym wywiadzie zdobyła się na szczere wyznanie, które może zaskoczyć wielu fanów.
Po latach przyszły wątpliwości
Seria „365 dni” sprzedała się w milionach egzemplarzy i stała się jednym z największych fenomenów czytelniczych ostatnich lat w Polsce. Jednocześnie od początku wzbudzała ogromne kontrowersje, a krytycy zarzucali jej m.in. romantyzowanie przemocy i utrwalanie szkodliwych wzorców.
Przez długi czas Blanka Lipińska odpierała te zarzuty i nie zgadzała się z krytyką. Jednak dziś sama przyznaje, że niektóre elementy książki zostały przedstawione w niewłaściwy sposób.
Źle to napisałam, ja mogę winić tylko siebie — powiedziała w rozmowie.
Autorka zwróciła uwagę szczególnie na jedną z pierwszych scen, która miała być odebrana zupełnie inaczej, niż faktycznie została.
Przełomowy moment i mocne słowa
Jak się okazuje, do zmiany podejścia doprowadziło osobiste doświadczenie. Lipińska opowiedziała o śnie, w którym znalazła się w sytuacji podobnej do tej opisanej w jej książce. To właśnie wtedy zrozumiała perspektywę krytyków.
Po przebudzeniu podzieliła się swoimi przemyśleniami z partnerem i doszła do zaskakującego wniosku.
Ja powinnam całą ludzkość przeprosić za tę książkę — wyznała.

