Tak wygląda Edyta Zając na planie „Hotelu Paradise”. Ten look przyciąga uwagę

Edyta Zając, fot. IG

Edyta Zając wciąż przebywa w słonecznej Tajlandii, gdzie trwają nagrania 13. sezonu „Hotelu Paradise”. Prowadząca chętnie dzieli się kulisami pracy w mediach społecznościowych, a jej stylizacje regularnie przyciągają uwagę fanów. Tym razem postawiła na plażowy look w duchu minimalizmu, który może stać się jednym z największych trendów nadchodzącego lata.

Kostium inspirowany latami 80

Na zdjęciach z planu „Hotelu Paradise” Edyta Zając prezentuje stylizację, która udowadnia, że mniej naprawdę znaczy więcej. Postawiła na biały, jednoczęściowy kostium kąpielowy o bardzo prostym, klasycznym kroju, wyraźnie inspirowanym estetyką lat 80.


Model wyróżnia się grubszymi ramiączkami i zaokrąglonym dekoltem, ale to nie one przyciągają największą uwagę. Kluczowym elementem jest wysokie wycięcie w dolnej części, które optycznie wydłuża nogi i nadaje sylwetce lekkości. To zabieg znany z wybiegów i kampanii modowych, który wraca do łask w nowoczesnej odsłonie.


Tego typu kostiumy to świetna alternatywa dla bikini, a szczególnie dla osób, które chcą czuć się komfortowo, a jednocześnie wyglądać stylowo. W przypadku bieli, jak zawsze, kluczowa jest jakość materiału.

Zbyt cienka tkanina może prześwitywać po kontakcie z wodą, dlatego dobrze postawić na grubsze, bardziej strukturalne modele dokładnie takie, jak ten wybrany przez Edytę  Zając.

Tak wygląda Edyta Zając na planie „Hotelu Paradise”. Ten look przyciąga uwagę
Edyta Zając, fot. Instagram
Tak wygląda Edyta Zając na planie „Hotelu Paradise”. Ten look przyciąga uwagę
Edyta Zając, fot. Instagram

Plażowy look w stylu „old money”

Choć baza stylizacji jest minimalistyczna, to właśnie dodatki nadają jej charakteru i sprawiają, że całość wygląda jak z kampanii modowej, a nie zwykłego dnia na plaży.


Edyta Zając zestawiła kostium z lekką, marszczoną spódniczką wykonaną z półtransparentnego materiału. Subtelnie opina biodra i dodaje stylizacji ruchu, nie odbierając jej lekkości. To element, który świetnie wpisuje się w wakacyjny klimat,  trochę nonszalancji, trochę elegancji.


Do tego dochodzą dodatki, które robią robotę: duże, złote kolczyki o rzeźbiarskiej formie przyciągają uwagę i podbijają cały look. Na rękach pojawiają się delikatne bransoletki i pierścionki, które nie dominują stylizacji, ale ją dopełniają.


Całość zamykają koturny z plecioną podeszwą i przezroczystymi paskami — bardzo letni, lekko „resortowy” akcent. Ten detal idealnie wpisuje się w estetykę „old money”, która stawia na jakość, prostotę i ponadczasowość zamiast krzykliwych trendów.


Efekt? Stylizacja, która wygląda na niewymuszoną, ale jest bardzo przemyślana. Czyli dokładnie to, co obecnie sprzedaje się najlepiej naturalna elegancja, która niby „dzieje się sama”.